| Zgodnie z ustawą z dnia 16 kwietnia
2004 roku o ochronie przyrody (Dz. U. nr 92 z
2004 r., poz. 880) "ochrona czynna" oznacza
"stosowanie, w razie potrzeby, zabiegów ochronnych w celu
przywrócenia naturalnego stanu ekosystemów i składników przyrody
lub zachowania siedlisk przyrodniczych oraz siedlisk roślin, zwierząt
lub grzybów". Na terenie województwa śląskiego realizowane
są obecnie liczne projekty z zakresu czynnej ochrony przyrody, a
wiele innych zostało już zakończonych. Są to działania o różnym
charakterze - od lokalnych, po takie, które opierają się na
udziale w akcjach o zasięgu międzynarodowym.
Zapewne każdy z nas potrafi podać co najmniej kilka argumentów
popierających ideę czynnej ochrony przyrody. Warto jednak w tym
miejscu przytoczyć mniej popularne opinie - osób, które podchodzą
z dużym dystansem do tego typu działań. Dlaczego? Każde działanie
z zakresu czynnej ochrony przyrody, jakkolwiek jego celem jest
naprawa negatywnych skutków działalności człowieka, również
jest swoistą ingerencją w przyrodę. Mamy nadzieję, że
zamieszczona poniżej refleksja Ryszarda Kulika - psychologa i
wieloletniego działacza na rzecz ochrony przyrody, będzie impulsem
do głębszej refleksji na ten temat. Artykuł zatytułowany Czy
przyrodzie należy pomagać?, ukazał się w 2003 roku w
10 (112) numerze miesięcznika Dzikie Życie, wydawanego
przez Pracownię
na rzecz Wszystkich Istot z Bystrej k/Bielska-Białej.
Czy przyrodzie należy pomagać?
Większość z nas prawdopodobnie odpowie, że tak. Leśnicy
wycinają świerki zaatakowane kornikiem, aby ocalić zdrowe jeszcze
drzewa, różni ludzie dokarmiają ptaki oraz inne zwierzęca, zagrożone
gatunki odławia się i umieszcza w ZOO, aby tam mogły przetrwać,
sadzi się las tam, gdzie do tej pory go nie było, tworzy się w
laboratoriach nowe odmiany roślin, odporne na szkodniki, aby nie
zatruwać ziemi szkodliwymi chemikaliami; zakłada się również
rezerwaty oraz w inny jeszcze sposób chroni zwierzęta i rośliny.
Prawie każdy człowiek kocha przyrodę i stara się jej jakoś
pomagać. A jednak z pomaganiem należy obchodzić się bardzo ostrożnie!
Może to zabrzmi dość paradoksalnie, ale w pomaganiu kryje się często
bardzo wiele egoistycznych intencji. Oznacza to, że pomagając, tak
naprawdę dbamy bardziej o swój własny interes, niż o przyrodę.
Dzięki usuwaniu kornika i innych szkodników z lasu, leśnicy
uzyskują więcej drewna (choć zmniejsza się bioróżnorodność),
a ludzie dokarmiający ptaki mogą o sobie pomyśleć, jacy są
proekologiczni (choć część tych ptaków może chorować z powodu
nieodpowiedniego pokarmu albo na tyle zmieniać swoje zwyczaje, że
ostatecznie kończy się to dla nich tragicznie) (...) Czy w tym całym
pomaganiu chodzi rzeczywiście o przyrodę, czy raczej o nasz ludzki
interes? No właśnie, zwróćcie uwagę na to, że ciągle mówi się
o pomaganiu przyrodzie i robi się w tym kierunku bardzo dużo, a
jednak globalnie sytuacja ekologiczna jest coraz gorsza. Tyle działań,
zabiegów, przedsięwziąć, a takie mizerne skutki.
Gdy się przyglądam tego rodzaju pomaganiu, dostrzegam w nim
dwa niebezpieczne założenia. Jedno mówi o tym, że ciągle trzeba
coś robić (pomagać). Drugie, że my ludzie wiemy, co dla przyrody
jest najlepsze. Oba te przekonania wzajemnie się dopełniają i
tworzą zaiste wybuchową mieszankę, ponieważ stawiają nas -
ludzi w szczególnie uprzywilejowanej pozycji i powodują nadmierne
przywiązanie się do wiedzy, jaką zgromadziliśmy. Ostatecznie
prowadzą do arogancji i przymusu kontroli nad rzeczywistością.
Czy można inaczej? Wydaje mi się, że alternatywnym sposobem
pomagania jest niedziałanie. Najlepszą chyba rzeczą, jaką możemy
zrobić dla przyrody, to pozostawić ją sobie samej. Nie robić
nic! Zaufać temu, co samo się dzieje. Powiedzieć sobie NIE WIEM,
co dla ciebie jest dobre i dlatego właśnie pozwolę, aby rzeczy
działy się samoistnie.
Takie pomaganie, choć wydaje się najprostsze, jest jednak
niezwykle trudne. Po pierwsze bowiem wymaga zaufania naturalnemu
procesowi. Przyjmuję, że istnieje jakaś mądrość procesu, że
zniszczenie i odrodzenie, to tylko cykliczne etapy w odwiecznym
nurcie życia. Ufność jest tutaj podstawową akceptacją, zgodą
na to, co jest, niezależnie od własnego widzimisię. Po drugie, to
pomaganie wymaga rozpoznania własnych lęków i wyobrażeń, które
zakłócają widzenie rzeczywistości. Możemy obawiać się, że jeśli
nie będziemy ingerować, to wszystko się zawali, obumrze, zginie.
Te obawy z pewnością są irracjonalne i złudne, jak każdy lęk,
bo jedyne, co nam grozi, to erozja naszych wyobrażeń na temat
rzeczywistości, a nie samej rzeczywistości. I wreszcie, po
trzecie, "pomaganie bez pomagania" wymaga odpuszczenia
sobie przymusu ciągłej kontroli tego, co jest. Ten przymus
kontroli wynika właśnie z lęku i każe nam ciągle ingerować,
zmieniać i wpływać na bieg rzeczy. Odpuszczając sobie kontrolę,
jednocześnie pozwalamy życiu żyć. Życie bowiem żyje samo i z
pewnością nie wymaga żadnych specjalnych zabiegów. Jest takie
buddyjskie powiedzenie: "Siedzę spokojnie, nie robię nic;
przychodzi wiosna, trawa rośnie sama". Kto wie, czy dokonanie
tego nie jest jednocześnie największa pomocą, jaką można
udzielić samemu sobie.
Materiał strony opracowano 26 stycznia 2004 roku.
Autor opracowania: A. Wower. Ostatnia aktualizacja zawartości
strony: 8 czerwca 2004 r. |